Narodowa czerwcowa wyprawa beztlenowa na Turbacz 2018

Dziennik wyprawy, dokumentacja, wywiady.

Dzień drugi - Aklimatyzacja

Obóz III założony. Warunki spartańskie, ale nikt nie narzeka, bo najtrudniejsze wyzwania dopiero przed nami. Do obozu III dołączył Sawa i jest nas teraz czterech. Zaczynamy aklimatyzację wydolnościową. Kolejne butle z tlenem mają pomóc założyć obóz IV i przygotować wyselekcjonowanych gorcowców na atak szczytowy, na który, ze względu na tytuł wyprawy, tlenu już nie zabieramy.

Kto bedzie atakowal? Na wejście gotowi są wszyscy, ale tylko ci, którzy przetrwają aklimatyzację, mają szansę na historyczną próbę.

Leżę już dobrze dotleniony i myślę czy w tym dwunamiotowym mieście, pod jeszcze majowym niebem nie zamieszkał grzech pychy. Czy data ataku ustalona na wigilię wigilii rocznicy obalenia rządu Jana Olszewskiego to nie profanacja. Czy góra nie zrzuci nas z siebie w szale złości jak zrzuca dziki koń nieproszonego jeźdźca? Zasypiam jednak spokojnie.

Kubs, Baza namiotowa Gorc, 31 maja 2018 r.

Next

Dzień trzeci - Hardcore

Kiedy przelatuję ten dzień, jak przelatuje się życie na chwile przed śmiercią, to powinienem świetnie przypomnieć sobie moje życie. Na szczęście lepiej pamiętam co działo się dzisiaj. Ale po kolei.

Aklimatyzacja znalazła pierwsze słabe ogniwo w łańcuchu naszej drużyny. Oczko, które tam na górze mogłoby pęknąć. Na szczęście ważnych zadań przy podchodzeniu do obozu IV jest tak wiele, że Danek nadal może czuć się ważnym członkiem, chociaż świetnie wiemy jak się czuje.

Warunki do wspinania trudne, ale nie ekstremalne. Słońce świeci, ale nie za mocno, lekki wiatr, temperatura ale średnia. I ptaki, które śpiewają. Trele, orele, gardłowy przyśpiew. Na okrągło, bez przerwy. W Gorcach to przekleństwo i każdy musi sobie z tym poradzić jeśli chce pokonać Turbacz. Na szczęście sytuację ratują częste przejazdy samochodów terenowych, motokrosów i quadów.

Wspinamy się. W milczeniu. Napięciu. Oczekiwaniu. Krok. Krok. Krok. I znowu ją słyszę. Teraz jakby po lewej - tam dokąd zmierzamy. Tę, która mnie prowadzi. Sowę. Kiedy kończy się wiara, kiedy stary druh plecak zamienia się w kata słyszę jej uhu. Wiem, że gdzieś lata i czuwa. I wiem, że nie pozwoli zawrócić. Kolejny krok jakby lżejszy a ołów plecaka w jej szponach lekko się unosi. To ona tu króluje i wyznacza cele.

Dziesiąta godzina wspinaczki. Wiemy, że to już blisko ale właśnie wtedy przychodzi kryzys. Odcina wszystkie zmysły i zabija ciało. Białe plamy i much jakby roje. I wówczas dochodzi on. Stateczny jak góra, którą chcemy pokonać. Lekko, od niechcenia wyciąga kawiarkę z plecaka i parzy kawę. Mikol parzy najważniejszą kawę w swoim życiu. Ratuje nas z opresji. Idziemy dalej. Jeszcze ta jedna polana. Ostatni zakręt i IV obóz założony. I można pójść do baru zamówić zimne piwo. Bardzo zimne. Sawa już tam jest od 20 minut. Odtajamy. I pierogi, schabowy, chrzanowa z plackiem i żurek, polędwiczki w sosie pieprzowym. Kto co lubi. I tlen bo na tej sielance rysa. Czy jutro damy rady? Czy wystarczy sił? Kto z nas najlepiej zaaklimatyzowany? Kto poprowadzi? A jednak decyzje zostawiamy na jutro. Noc na regenerację i wszystko będzie jasne. Dobranoc. Dobranoc Wam wszystkim w dolinie i stepie, nad morzem. Rose, Irma i Witold. I Piotr dobranoc. Już jutro. Pa. Jutro....

Kubs, Schronisko pod Turbaczem, 1 czerwca 2018 r.

Next

Dzień czwarty - Zwycięstwo!

W taki dzień, podobnie jak każdy inny, budzę się zwykle o piątej. Toaleta i oczekiwanie. Czuję się mocny. Wiem, że moje poczucie to nie wszystko. Liczy się drużyna i nasz wspólny cel. W końcu narada. Każdy ma głośno powiedzieć swoje zdanie. Ta decyzja musi zapaść przez aklamację. Długo ważymy słowa. Wreszcie jest i jestem szczęśliwy. Idę ja z Sawą. A może Sawa ze mną. Nieważne. Liczy się tylko zaufanie, które dostaliśmy i płynąca z niego siła by nie zawieść pozostałych. By nie zawieść wszystkich, którzy śledzą losy wyprawy.

Bez słów rozpoczynamy krótkie przygotowania, bo gotowi jesteśmy od tygodni. Czekamy jeszcze chwilę i wbijamy się w okno pogodowe. Wiemy, że mamy mało czasu. Idziemy. Walczymy. Po 10 minutach bezpardonowej walki Turbacz ulega naszej narodowej, majowo-czerwcowej wyprawie. Pierwsze czerwcowe wejście beztlenowe na Turbacz stało się faktem. Szybkie zdjęcie dla niedowiarków i schodzimy bo cumulusy nadciągają.

Po zejściu do obozu IV okazuje się, że zostaliśmy odcięci i musimy schodzić południowo- zachodnią ścianą do awaryjnie postawionego obozu III B. Niestety, bez poręczówek nie udało się uciec przed burzą. Krople deszczu wielkości przepiórczych jaj zalały nam całe zapasy papieru wiadomo jakiego i sytuacja zrobiła się naprawdę niebezpieczna. Kiedy Sawa wybierał już numer ratunkowy GOPR nagle wyszło słońce i poszliśmy dalej. Napotkany chwilę potem baca z uśmiechem zagadał:
- Ale się ulało, hej?
Również z uśmiechem mu odpowiedziałem:
- Ulało, ulało ale my już suszi, tej!
Bacy uśmiech zmiękł i zakończył wymianę uprzejmości. My bezpiecznie dotarliśmy do obozu III B.

Nasz wyczyn przejdzie do historii gorcenizmu. Ale tego dnia mieliśmy jeszcze jednego bohatera. Zejście, jak na wielu wyprawach okazało się trudniejsze od podejścia. W obozie III B okazało się bowiem, że nie ma sklepu i nie będzie jak zneutralizować bardzo groźnej choroby górskiej. A warunki do zejścia w rejony handlowe były bardzo trudne. Do tego nieustannie padało i po kolei wykruszali sie poszczególni członkowie wyprawy. I wtedy Mikol poprosił o najlżejszy plecak, wziął listę medykamentów i wyruszył w samotny trawers na ratunek oddanym druhom.

Kiedy trzy godziny później Danek podniósł rękę by oprzeć ją na drabince i przenieść ciężar swojego ciała na drugi bok, co pozwoliłoby mu zacząć przygotowania do wyprawy ratunkowej - w drzwiach stanął on. Jak tam. Jak wówczas gdy wyjął kawiarkę. Silny i uśmiechnięty. Przed sobą trzymał mój podarty plecak. “To nic” - pomyślałem. “Wypomnisz mu kiedy indziej. To nie jest dobry moment. Zobacz jak ciężki ten plecak jest” i uśmiechnąłem się promieniście i zaintonowałem “Witaaamy cię alleluja…”. Wszyscy podchwycili a Koordynator Akcji Ratunkowej Sawa z Ekipą Ratunkową Dankiem podbiegli i zaczęli go podrzucać. Już nic złego nie mogło się stać. Wieczornym rozmowom nie było końca. To był piękny dzień. Dobranoc. Szczęśliwy ja. Szczęśliwi my… Szczęśliwi bądźcie i Wy. Dobranoc.

Kubs, Gorczańska Chata, 2 czerwca 2018 r.

 

Next

Dzień piąty - Powrót do obozów I A, B, C i D

Przyjdzie rozstań czas.... śpiewamy przy ogniskach. Ale my już byliśmy w samochodzie i nikt nie znał jak to dalej leciało, a nie chcieliśmy… Zresztą nie wiedzieliśmy co chcieliśmy, co nie, aż do chwili kiedy Mikol nie napomknął półgębkiem, że w Wieliczce to podobno najlepsze żeberka w mieście. Nie skończył myśli a Danek wykrzyknął: schabowe jak talerze! “Wieliczka żeberka schabowe” w wyszukiwarce i już Sawa korygował nawigację. Gwałtownie skręciłem w prawo, docisnąłem pedał gazu i o 11 zamawialiśmy obiadowe monstra. Kiedy pani niosła Danka kotlet byliśmy przekonani, że niesie wszystkie zamówienia. A to był po prostu Król Schabowych. I naprawdę był wielki jak talerz, tyle tylko, że ten talerz był korytem. Rechotom i żartom nie było końca a Danek ma może mało oryginalną, ale z chaty polskiej ksywę: Schabowy.

Każda przygoda dobiega kiedyś swego kresu… Jestem szczęśliwy, że nic mi się nie połamało i mogłem ją Wam opowiedzieć do końca. A druhom boruchom podziękować za przygodę i pomoc. Do zobaczenia na szlaku!

Kubs, Gorzów Wielkopolski, 3 czerwca 2018 r.

Next

Dokumentacja

Autorem większości zdjęć jest Danek S., który był z aparatem w najważniejszych momentach wyprawy.

Next

Mapy

Mapa wspinaczki

Mapa

To mapa Mikola, bo reszta kończyła wspinaczkę w Ochotnicy Górnej.

Mapa obozów

Obozy
Next

Wywiady

Pierwszy wywiad przeprowadziłem zaraz po powrocie do Gorzowa. Rozmawiałem telefonicznie z niosącym trzy dni pulpety w słoiku koordynatorem większości akcji ratunkowych podczas naszej wyprawy - Sawą. Oto zapis tej rozmowy:

Kubs: Było trudno?
Sawa: Było.
K: Ale fajnie też chyba było?
S: Fajnie też było.
K: Jesteś zadowolony?
S: Jestem.
K: Dziękujesz za rozmowę?
S: Dziękuję.

Wywiady z pozostałymi członkami wyprawy planuję przeprowadzić jak trochę opadną emocje. Trzymajcie rękę na pulsie i nie zapomnijcie podnieść jej w górę. Czesć!

 

 

Ta strona została odwiedzona 1422243 razy od 30 maja 2018 roku.